Hm.
środa, 12 listopada 2008, godzina 18:57:34
komentarze [0]

Święto lasu, udało mi się zalogować. Normalnie "łał".

Swoim starym zwyczajem jak zwykle się zakochałam. Widocznie w moim beznadziejnym przypadku jesień sprzyja miłości.
Ma na imię Dani, jest pół Niemcem, chodzi do klasy z moją siostrą.
Ma powalający uśmiech!

No to się szykuje kolejne umieranie z miłości przez następne pół roku.
Fajnie. ;/


Notice me
Take my hand
Why are we
Strangers when
Our love is strong
Why carry on without me?

Everytime I try to fly
I fall without my wings
I feel so small
I guess I need you baby
And everytime I see you in my dreams
I see your face, it's haunting me
I guess I need you baby

I make believe
That you are here
It's the only way
I see clear
What have I done
You seem to move on easy

And everytime I try to fly
I fall without my wings
I feel so small
I guess I need you baby
And everytime I see you in my dreams
I see your face, you're haunting me
I guess I need you baby

I may have made it rain
Please forgive me
My weakness caused you pain
And this song is my sorry

Ohhhh

At night I pray
That soon your face
Will fade away

And everytime I try to fly
I fall without my wings
I feel so small
I guess I need you baby
And everytime I see you in my dreams
I see your face, you're haunting me
I guess I need you baby

After all...
After all...


Gollumek
Taaaa.
piątek, 5 września 2008, godzina 23:07:24
komentarze [1]

Nadszedł wrzesień i jak wszyscy doskonale wiedzą, skończyły się wakacje.
Jednocześnie skończyło się też lato; pogoda coraz brzydsza, a ani się człowiek obejrzy i będzie październik.
W ogóle życie przelatuje mi przez palce i każdego dnia z przerażeniem odkrywam, że jestem coraz starsza, a każda miniona chwilą już nie powróci.
Cholera jasna, jeszcze tak niedawno miałam siedem lat i nie umiałam napisać małej literki s (i ściągałam od koleżanki z ławki)! A teraz? Algorytmy, wzory sumaryczne, wzory skróconego mnożenia, rozprawki, interpretacje...
To mnie powoli przerasta. Wszystko dzieje się za szybko, ani się obejrzę, a przyjdzie mi umierać!
Jeszcze rok temu byłam głupia i niedoświadczona w sprawach miłosnych, jeszcze rok temu mój system wartości wyglądał zupełnie inaczej, jeszcze rok temu nie miałam pojęcia o istnieniu moich obecnych przyjaciół, jeszcze rok temu zaczynałam kolejny etap w życiu - gimnazjum - i nie wiedziałam, jak wiele to zmieni...
Nic wtedy nie wiedziałam. Mój świat ograniczał się do mnie samej i moich pasji. Nie było w nim nikogo prócz mnie, z nikim się nie liczyłam i nikt mnie nie obchodził. Egoizm i egocentryzm.
Nie powiem, teraz wcale nie jestem lepsza. Nadal siedzi we mnie ta miłość do samej siebie, ale potrafię znaleźć miejsce dla innych. Jest zdecydowanie lepiej niż te 12 miesięcy temu.


Był biwak integracyjny, była integracja z nową Ig, był chrzest.
Wydają się być mili. Bynajmniej chłopcy.

Z moją klasą niewiele się zmieniło. Dalej wszyscy są tacy, jacy byli, mimo przyrzeczeń np. Tlenionego co do jego wewnętrznej metamorfozy.
Miał się zmienić, miał przestać być taki beznadziejnie pozerski, miał zdjąć z twarzy tą maskę i przestać dawać nam darmowe przedstawienia. Miał przestać opowiadać nam po godzinach za pomocą jakiegokolwiek komunikatora, że nie znamy go na serio...
Kłamał, oczywiście, że kłamał.
Dalej stara się być kimś, kim nie jest. Chociaż mnie się wydaje, że on nikogo nie udaje, że taki właśnie na serio jest.
Chyba dopiero chciał odstawiać teatrzyk, że niby nie jest taki...
Akurat. Pieprzę go. Nie żywię w stosunku do niego jakichś specjalnych uczuć, kolega z klasy, po prostu.

Z Cezarym pewnie i tak nie wyjdzie.
Co do Oskiego... Hm. W tym roku mamy W-f jednocześnie, ale jakoś nie szczególnie martwię się jego obecnością.
Oczywiście, od razu odechciewa mi się wykonywania jakichkolwiek ćwiczeń fizycznych, bo wręcz czuję na sobie wzrok tych samców z drugiego końca boiska, ale to nie to samo, co działo się ze mną jeszcze w lutym.
Teraz wisi mi to, czy jest te parę metrów ode mnie, czy go nie ma. Stał się dla mnie tak samo szary i obojętny jak pozostałe 500 osób w szkole, które zazwyczaj kojarzę tylko z twarzy, bardzo rzadko z imienia.

Miłość to rzecz bardzo ulotna.
Łatwo wpaść w jej sidła i trudno z nich wyjść, ale zawsze się znajdzie sposób, dzięki któremu można się od niej (prędzej czy później) uwolnić.

Moja miłość do Oskara powoli wygasa. Tli się tylko słabiutko gdzieś głęboko we mnie, aż w końcu zgaśnie i o niej zapomnę. Tak samo było z Kubą, tak samo będzie z Cezarym i na pewno z każdym mężczyzną w jakim się zakocham w ciągu najbliższych lat.


Patrzę przez okno. W szybie odbija się moja twarz.
Cholera, mam sińce pod oczami ze zmęczenia.


I swear that I can go on forever again
Please let me know that my one bad day will end
I will go down as your lover, your friend
Give me your lips and with one kiss we begin
Are you afraid of being alone
Cause I am, I'm lost without you
Are you afraid of leaving tonight
Cause I am, I'm lost without you

I'll leave my room open till sunrise for you
I'll keep my eyes patiently focused on you
Where are you now I can hear footsteps I'm dreaming
And if you will, keep me from waking to believe this

Are you afraid of being alone
Cause I am, I'm lost without you
Are you afraid of leaving tonight
Cause I am, I'm lost without you

Are you afraid of being alone
Cause I am, I'm lost without you
Are you afraid of leaving tonight
Cause I am, I'm lost without you
Are you afraid of being alone
Cause I am, I'm lost without you
Are you afraid of leaving tonight
Cause I am, I'm lost without you

I'm lost without you
I'm lost without you


Gollumek
Wakacji nadchodzi kres.
piątek, 29 sierpnia 2008, godzina 15:51:03
komentarze [1]

Nie chcę do szkoły.
Za nikim nie tęsknię, a ci, za którymi tęsknię spotykałam się w czasie wakacji.

Znalazłam zdjęcie Cezarego na stronie internetowej jego szkoły.
Ma tam długie włosy i nie poznałabym go, gdyby nie to, że siedzi obok niego Michał.
A tak btw., to śniło mi się kiedyś tam, że całowałam się z Michałem...
Ło boże, życie mnie wykańcza. I senniki też.

pocałować mężczyznę: pożegnanie z kimś

Gollumek
Wróciłam.
poniedziałek, 18 sierpnia 2008, godzina 11:07:56
komentarze [1]

Wiem, dawno nie pisałam, ale skoro udało mi się już zalogować no to coś napiszę.

13 sierpnia wróciłam z koloni.
Taaa, te same, słynne kolonie w Ząbie koło Zakopanego.
Ekipa była rewelacyjna, nie licząc oczywiście jednego Plastika (nikt jej z resztą nie lubił) i dwójki 11 i 9-letnich dzieci, których matka się uparła, by zobaczyły góry. Szkoda, że nie przeczytała w ulotce, w jakim zakresie wiekowym są kolonie i ile kilometrów zrobimy przez dziesięć dni.
Ogółem było 15 osób plus dwoje opiekunów – Dorota i Bartek.
Już od dawna nie miałam do czynienia z tak normalnymi i życiowymi dorosłymi ludźmi.
Wszystko można im było powiedzieć, nie lubili i tyrali te same osoby co my, byli na koncercie Metallici (tak to się pisze?), opowiadali, jak to się stało, że są razem i takie tam.

Ale co to by były za kolonie gdybym się nie zakochała?

Po raz pierwszy zobaczyłam raczej jego matkę.
Nie trudno było jej zauważyć, w końcu uczy mnie polskiego, cholera jasna.
Stanął sobie naprzeciwko mnie i wiadomo, jak koleś ma ładne, emo włoski, to wiadomo, że od razu na niego polecę.
Znaczy nie tak od razu, dotarło to do mnie trochę później...

Oddelegowaliśmy się, wleźliśmy do pociągu i było bardzo fajnie. Integracja szła pełną parą – Pola, Monika i Natalia (pół-Niemka), które były nowe i jeszcze ich nie znaliśmy, no i Fiona, Grzybol i Daria, którzy byli już w zeszłym roku.
Było miło do momentu, aż drzwi się otworzyły i stanęła w nich tleniona dziewczyna w krótkiej spódniczce i bluzce z olbrzymim dekoltem.
Wydała się sympatyczna, opowiedziała nam co się działo w przedziale obok, który zajmowali sami chłopacy plus Natalka (to ta mała, co jej matka się uparła na góry), Dorota no i ona.
Marudziła, że nie dają jej słuchać boomboxa i że to straszne pedały.
Nie byłam nastawiona na przyjazne stosunki z płcią przeciwną po doświadczeniach z zeszłego roku, więc nie szczególnie mi przeszkadzało, że nabija się z ich orientacji seksualnej.
Ale potem było tylko gorzej.
Wywaliliśmy Grzyba do chłopaków, a ona usiadła z nami w przedziale. I to był błąd.
Okazało się, że laska okropnie przeklina. Do tego stopnia, że wszyscy mieli ochotę ją zagryźć, ale do niej to nie do końca docierało. W ciągu 15 minut zdążyła nam opisać swoje samobójstwo (Zażycie 64 tabletek, które były cholernie drogie i które były sprzedawane w listkach po sześć pastylek. Wiem, bo moja babcia to brała. Z resztą 64 by ją zabiły – już jedna jest ponoć cholernie ostra!), sytuację rodzinną (ojczym jej nienawidzi, matka bardzo kocha, ojciec biologiczny siedzi w pudle, ma dwuletniego brata, którym się zajmuje więcej niż mama i takie tam), zapytać, czy palimy „szlugi” i dać nam swoje na przechowanie. W ciągu paru minut zdążyła kilka razy wyjść na papierosa, ale gdy wracała prosiła nas, byśmy wywalali fajki przez okno.
Dorota z resztą mówiła, że nasza Plastikówa na bank nie pali – poczulibyśmy to, skoro żadne z nas nie ma tego odrażającego nałogu.

Podróż trwała czternaście godzin podczas których nie zmrużyłam oka – Plastik i Natalka latały po korytarzu i co chwilę przychodziły po torbę, z której wyjmowały „szlugi”. Zdemoralizowana, biedna 11-latka i jej nowa przyjaciółka. Żałosny widok, naprawdę.
Przyjechaliśmy na miejsce. Zakwaterowali i nas i było bardzo pozytywnie – na parterze Monika, Pola i Natalia-Pół-Niemka, w pokoju obok Plastik i Natalka. Piętro wyżej Grzybol z Krzysiem (bratem Natalki), obok Ewa, Daria, Fiona i ja (czyli ekipa z zeszłego roku; zabrakło tylko Milki, a szkoda) i za ścianą panowie: Michał, Paweł, Bartek, no i Czarek.
Szlag mnie trafił jak wylazłam na balkon i zobaczyłam, że dzielimy go z tymi „pedałami”, jak to ich określiła Plastik. Byłam pewna, że nie będzie to sprzyjało integracji, ale chyba nie miałam racji. Z resztą zależy czyjej integracji i z kim.
Fiona z miejsca zakochała się w Cezarym, bo tak na imię ma mój chłopak z dworca. Przed koloniami obiecałam sobie, że jeżeli będzie mi się podobał ten sam chłopak co jej, to ja odpuszczam. W zeszłym roku ja miałam chłopaka, który podobał się jej, więc teraz może być na odwrót.
Nie stratowałam do niego, nie dawałam po sobie nawet poznać, że mi się podoba.
W końcu jestem w pewnym sensie dobrym człowiekiem i umiem dotrzymać słowa. Chyba.

Było sympatycznie, łaziliśmy sobie po górach, a integracja z pokojem obok stała w miejscu.
Przez pewien czas nawet nie wiedziałam, jak oni wszyscy mają na imię.
Któregoś tam wieczoru dziewczyny sobie wymyśliły, że nakręcimy Rozmowy w Toku pt. „Mój brat odbił mi chłopaka”, czy coś w tym stylu. Daria świetnie udawał geja Daniela, który odbił swojej siostrze Mariannie faceta - Fabiana. Aktorów na siostrę i geja mieliśmy, ale nie było chętnych na tego jej chłopaka. I wtedy Natalia-pół-Niemka, Ewa i Daria poszły przekonywać chłopaków do występu w ich głupiej produkcji. Paweł został seksuologiem, który miał wygłaszać swoją opinię, Michał miał razem ze mną klaskać gdzieś w tle (nigdy się nie zgodzę, żeby moją twarz pokazali w czymś takim, Boże, nigdy!) a Bartek miał się kłócić z tym seksuologiem.
A dla Czarka została rola tego Fabiana.
Za cholerę nie chciał się na to zgodzić, ale dziewczyny nalegały. Wydawało mi się, że jestem jedyną z obecnych w pokoju osób, które go nie zmuszały do udawania geja ukrywającego swoją orientację.
Ostatecznie filmu nie nakręcili, fochy Cezarego pokrzyżowały im plany.
I chyba tylko ja i on byliśmy z tego zadowoleni.

Pan Robaczek jak zwykle za jedyną słuszną metodę wychowawczą uznawał przysiady. Ja sobie uzbierałam 50 za kłócenie się z jakąś staruchą, wychowawczynią innych koloni i drugie 50 za to, że kłamałam, że już je zrobiłam.
Gdy przyszłam z Natalią na stół bilardowy się do niego trochę pokłócić, że to nie fair i w ogóle, to Cezary zarzucił hasłem „niech robią, cellulit chociaż stracą”.
Ostatecznie przysiadów do zrobienia miałam 150.
Wkurzona wróciłam do pokoju, poskarżyłam się na Cezarego, rozbeczałam, wszystkie (Ewa, Natalia, Pola, Monika i Maja z Martyną z innego obozu) uznałyśmy, że jest podłym chamem i szmatą.
Potem była kolacja i odmówiłam jej spożycia, więc Pan Robaczek wspaniałomyślnie kazał mi wyjść.
Plotka szybko krążyła po ludziach, co najmniej cztery osoby powiedziały Czarkowi jaki to niego szmaciarz, a wszystkie dziewczyny wytłumaczyły mu co to te cellulitis i że przysiadami się go nie pozbędziesz.
Potem jeszcze przyszła do niego do pokoju Dorota i jeszcze raz, dosadnie wyjaśniła mu, co powiedział. Wtedy zaczął się bronić, że on tego nie mówił do mnie, tylko do Mai i Martyny (dziewczyny z innych kolonii), ale nikt mu nie wierzył – w tym czasie były w moim pokoju, oddalonym o 50 metrów od stołu bilardowego.
Tego samego wieczoru była dyskoteka, na którą szły wszyscy – dziewczyny (bo tak) i chłopacy (bo im kazali).
Wyjątkami byłam ja (bo byłam w podłym nastroju i Pan Bartek/Pan Krejzol/Pan Benzyna uznał, że nie warto mi wchodzić w drogę, bo i tak nie przyjdę), Natalii-pół-Niemki (powiedziała, że nie idzie i jej też nie zmuszą) i Moniki (też była w złym humorze, więc Krejzol uznał, że da jej spokój). Pozostałe dziewczyny malowały się jak małpy w cyrku, stroiły i czesały.
Śmieszne i żałosne, nie mam pojęcia dlaczego się tak stroiły.
Stałam sobie na balkonie i całą tą żałochę podziwiałam z perspektywy otwartego okna i drzwi. Dziewczyny cos tam pierdoliły, że mam się ubierać i iść z nimi, ale to olałam.
Wtedy podeszła do mnie Plastik, wzięła za ręce i pociągnęła w kierunku korytarza.
Już sobie kurde myślałam, że mnie umalować chcą siłą, ale nie!
Patrzę, a tam pod drzwiami kto? Cezary.
Byłam na niego jeszcze zła, więc nie ucieszył mnie jego widok. Wtedy Plastik do mnie: „Czarek chciał ci coś powiedzieć!”.
O nie, myślę sobie, no ale cóż, jak już tu stoję, a on na mnie patrzy jak mój kot, gdy czegoś ode mnie chce, no to cholera pójdę i z nim pogadam!
„Aga, możemy pogadać?”
Otwiera drzwi łazienki, mówię, o Boże, łazienka, ale dobra, możemy.
Tak na marginesie – mieliśmy wspólną łazienkę z chłopakami i była okropna.

Ja stanęłam koło zlewów, a on naprzeciw mnie.
Cholera, koleś ma ponad 180 cm wzrostu, głowę musiałam zadzierać go góry podczas tej rozmowy!
I perfidnie cały czas patrzyłam mu w oczy. Nie lubię utrzymywać z ludźmi kontaktu wzrokowego, ale wtedy już mi to kompletnie wisiało.
Zaczął się tłumaczyć. Mówił, że nie chciał być nie miły, że nie wiedział, że nie o to mu chodziło (skrót myślowy?), że on to mówił to Mai i Martyny.
Wtedy ja mu powiedziałam, że nie ważne, czy powiedział to do mnie czy do nich, takich rzeczy nie mówi się nikomu.
Wtedy dalej się zaczął tłumaczyć, a ja stałam i cierpliwie słuchałam. I patrzyłam mu w oczy, chociaż to nie było łatwe, bo ciągle uciekał mi wzrokiem na mój biust. Cholera, nawet w takiej chwili!
Żeby mu to utrudnić zapięłam bluzę, ach, jestem podła.
Jak już skończył mi w różnych formach powtarzać, że mnie przeprasza i jest mu przykro i głupio, wyciągnął rękę i powiedział coś w stylu „Przepraszam, wybaczysz mi?”.
Uścisnęłam mu rękę, powiedziałam, że zgoda, że przyjmuję przeprosiny.
Zapytał, czy jestem jeszcze na niego zła (czekałam na to pytanie).
Powiedziałam, że wcześniej byłam na niego wprost wściekła, ale skoro mnie przeprosił, to już nie mam o co.
Uśmiechnął się i powiedział „Jeszcze raz sorry”.
I wtedy zrobił taki dziwny gest. Nie wiem jak go opisać. Wydedukowałyśmy z Natalią i Moniką, że chciał mnie przytulić, ale teraz raczej w to nie wierzę.
A ja skrzyżowałam ręce na piersiach i się trochę cofnęłam.
Boże, ale ja musiałam mieć przerażenie w oczach!
Wtedy wlazł Michał. Zrobił dziwną minę, stwierdził, uuu, to ja wam nie będę przeszkadzać i wyszedł.
Wcześniej jeszcze Czarek mu powiedział, że ma wypierdalać, jestem pewna, że słyszałam, jak mówi pod nosem „wypierdalaj mongole” (to było ich ulubione wyzwisko, zaraz po Gejszy)...
Michał wyszedł, coś krzyknął i na korytarzu zrobiło się kompletnie cicho. Za cicho, dziewczyny nie potrafiły się tak zachowywać. Jestem pewna, że wszyscy podsłuchiwali, z opiekunami na czele.
Potem wyszliśmy i zachowywaliśmy się jak gdyby tej rozmowy i całego tego wydarzenia nie było.
Od razu poszłam na balkon po konsultację z Moniką i Natalią. Gdy my rozmawiałyśmy, wszyscy zdążyli sobie pójść.
I zostałyśmy same na tym balkonie i obserwowałyśmy, kto pierwszy wróci.
Po zaledwie kilku minutach na horyzoncie pojawił się Paweł. Zaczęłyśmy go do siebie wołać, żeby do nas przyszedł.
Myślałyśmy, że jest nieśmiały i tego nie zrobi, ale przyszedł.
Koleś nie wyglądał na kogoś, kto dużo przeklina, ale wtedy zmieniłam zdanie.
Plastik się przewróciła i wytarła sobie ręce w jego bluzkę. Nie dziwię mu się, też bym się wściekła.
Poszedł się przebrać, a z jego pokoju od czasu do czasu dochodziły wyzwiska. Jak już skończył, wylazł na balkon spytać, czy nie widziałyśmy klucza do pokoju. Jako, iż nawet nie wiedziałyśmy jak klucz wygląda, ale żal nam go było, więc weszłyśmy do pokoju pomóc w poszukiwaniach.
Syf był okropny, nie dziwię się, że ciągle czegoś szukali.
Miałam dobry humor, więc zaczęłam sprzątać łóżko Michała, a Natalia Czarka. U Pawła panował względny porządek, u Bartka było tylko nie pościelone łóżko.
Posprzątałyśmy. Było NAWET widać podłogę.
Jak już skończyłyśmy, to dostałam stracha, że zrobią nam awanturę.
Stałam na schodach jak wchodzili do pokoju.
Usłyszałam tylko „o kurwa, ktoś pościelił mi łóżko!” w wykonaniu Michała. Więcej nie chciałam słyszeć, ani tym bardziej widzieć.
Jak wróciłam w drzwiach naszego pokoju stali Czarek i Michał i dziękowali za sprzątnięcie pokoju. Kurwa, oczywiście ktoś mnie sypnął, ale słowem nie wspomniał o Natalii. Gdy im spokojnie tłumaczyłam, że nie byłam sama oni dalej powtarzali tylko, że nie wiedzą jak mi się odwdzięczyć.
I jak tu gadać z facetami?

Następnego dnia (albo później, nie wiem, straciłam rachubę czasu) otrzymałyśmy zaproszenie do pokoju chłopaków. Wszyscy grali w makao – oprócz mnie (nie umiem) i Czarka (nie wiem dlaczego, mówił, że mu się nie chce).
Postanowił poszukać swojego ręcznika, którego szukał już rano, ale nie mógł znaleźć.
Zaczął latać po balkonie i co chwilę mnie pytał, czy wiem, gdzie jest.
Nie wiem i nie rozumiem dlaczego zaczęłam razem z nim oglądać wszystkie ręczniki, które wisiały na barierce.
Boże, ja nie rozumiem samej siebie.
Ręcznik ostatecznie się znalazł, tak jak bluzka, której szukał następnego dnia i ciągle mnie pytał, czy nie wiem gdzie jest.
Nie miałam nastroju do szukania jego ubrań, ale no cóż, weszłam do tego jego pokoju przekopałam plecak i nic nie znalazłam.
Chyba się wkurzył, że nie może jej znaleźć, bo powiedział Natalii, że ma więcej nie sprzątać jego rzeczy.
Najwyraźniej za piętnastym podejściem zrozumiał, że ja ścieliłam mu tylko łóżko.
I jak już ją znalazł, to pierwsze co zrobił, to przylazł się tym pochwalić.

Mam wrażenie, że on chyba potrzebuje matki 24 godziny na dobę. A jak jej nie ma, to szuka sobie zastępczej.
Źle trafił, ja nie zamierzam pracować jako niańka. I to a dodatek za darmo!

Ostatniego dnia pozabierali nam wszystkim pasty do zębów, żebyśmy nie zrobili komuś zielonej nocy, a z resztą fluor zniszczyłby ten cały drewniany domek.
Zostawili nam tylko jedną tubkę, Czarka, żebyśmy sobie wszyscy zęby umyli i oddali.
Jako, że byłam już zmęczona i miałam wszystkiego dosyć, postanowiłam skorzystać z okazji, że łazienka jest pusta i pójść się umyć.
Kurde, ale nie miałam pasty.
Nie wiem, co mnie podkusiło, ale polazłam do Czarka.
„Czaaaaaareeeeeeek...?”
„Słucham.”
„Pożyczysz mi pastę...? Zrobię ci laskę...”

Boże, ale się uśmiechnął! Miał taki... taki dziwny wyszczerz, jakby rzeczywiście myślał, że uklęknę przed nim i zdejmę mu spodnie...
Wstał, wziął do ręki kosmetyczkę, wyjął pastę, wytarł ją w ręcznik, tłumacząc, że jest mokra, i wręczył mi z największym nabożeństwem, jak jakąś relikwię!
Cholera.
A Michał coś tam zaczął się skarżyć do Doroty, że to nie fair, że Czarkowi zostawiła pastę, bo on też chce laskę, a nie ma pasty.
Chyba go nie słuchała. I DOBRZE!

Umyłam sobie zęby, przebrałam się w niebieską koszulkę Adidasa, rozmiar L, z logo WJC (tak to jest, jak masz siostrę w wolontariacie, gdzie jednym ze sponsorów całej imprezki jest firma produkująca ubrania) i poszłam do Cezarego oddać pastę.
Dałam mu ją, powiedziałam dziękuję, a on spojrzał na mnie tak jakoś... dziwnie.
I się wyszczerzył.
Nie, nie licz na to, żadnej laski. Bynajmniej nie wtedy.
Może kiedyś, w przyszłości, za paręnaście lat.

Ale wiecie co? Wcale się nie zdziwię, jeśli jeszcze kiedyś się spotkamy, a on walnie do mnie hasłem: „To kiedy zrobisz mi tą laskę?”. To takie w jego stylu. I w moich standardach pecha, bo wiecie, mnie nawet w drewnianym kościele cegła na łeb spadnie.
Kurde, a to strasznie prawdopodobne, że go kiedyś spotkam.
Jego matka jest moją polonistką. W Szubinie (wioska, jakieś 40 km od Bydgoszczy, może nawet mniej) nie mają żadnej szkoły średniej, więc istnieje olbrzymia szansa, że zechce złożyć papiery do 2LO. I istnieje jeszcze większa szansa, że go przyjmą. Po znajomości, chociaż to nie w stylu jego matki.

W drodze powrotnej widziałam go zaledwie kilka razy; siedział w innym przedziale. Chociaż dzieliła nas tylko ściana, nie miałam nawet ochoty go widzieć.
Nie wiem dlaczego.

Raz, w nocy, gdy wszyscy spali, wylazł na korytarz i pomachał mi zza tej brudnej, PKP-owskiej szyby. I uśmiechnął się, tak słodko.
Pomachałam mu i się uśmiechnęłam. Pewnie nie tak ładnie jak on, ale co tam, było ciemno, a moją twarz oświetlał ekran aparatu fotograficznego Natalii-Pół-Niemki, więc pewnie i tak nie zauważył.
Ja wróciłam do oglądania zdjęć, a on jeszcze popatrzył na mnie przez chwilę i wrócił do przedziału.
Trochę dziwnie się czułam, wszyscy w pociągu śpią – oprócz Czarka i mnie.
Widocznie oboje cierpimy na bezsenność.

Cholera jasna!
Nie powiedziałam mu nawet głupiego „cześć” na dworcu!
NIC. NIC mu nie powiedziałam.
Minęłam go bez słowa, nie zaszczycając nawet spojrzeniem.
Nie mam ani jego GG, ani numeru telefonu. Martwi mnie jednak raczej brak GG, bo po cholerę mi telefon, skoro swoją komórkę utopiłam w Zalewie Koronowskim (tak przypuszczam)?
Ale nie, Daria ma jego numer telefonu!
Eeee, i tak nic z tego. Nie mam tyle odwagi by do niego napisać. A on i tak nie potrafi powiedzieć dziewczynie, że „nic od niej nie chce” (dosłownie!), sam tak bynajmniej stwierdził. Gadał coś jeszcze, że w szkole jest taka jedna dziewczyna, co mu się podoba, i on jej też i takie tam, więc wychodzi na to, że nie mam szans.
Świetnie.

No, no to następna okazja by spotkać Cezarego nastąpi za rok.
Ale jednak nie. Mają, cholera jasna, jedno liceum ogólnokształcące, jedno profilowane, dwa technika i dwie zawodówki!
Nienawidzę naszej-klasy. Właśnie mnie dobiła. Psychicznie!

Ale tak z drugiej strony... Czarek jest z gatunku chłopaków, na których lecą wszyscy, a on na nikogo (bynajmniej publicznie). Na samych koloniach leciało na niego 5 z 9 dziewczyn, kelnerka w stołówce i pewnie jeszcze kilka innych chłopców i dziewcząt...
Umarłabym z zazdrości widząc go na holu w otoczeniu tych wszystkich, napalonych An Tró Hejwi Latosińskich, chociaż doskonale bym wiedziała, że to go nie rusza.
Może lepiej będzie jeśli zostanie tam sobie w tym Szubinie, w jednej ze szkół średnich obejmujących maksymalnie trzy klasy a rok...
A ja nadal będę usychać przez Oskiego-boskiego.

Do Ząbu znowu jadę w przyszłym roku.
Nic nie jest tak fajne, jak łażenie po górach. Przynajmniej latem.
Z roku na rok jest coraz milej, a i kondycję sobie poprawiam; ponad 100 km w dziesięć dni!
Nie ma co, ja jednak kocham góry.

[Notka powstawała przez 3 dni. Jest prawdopodobnie najdłuższą w historii całego bloga, który notabene ma już ponad dwa lata!]


A na dokładkę dam tekst piosenki Oasis - Wonderwall, bo Natalii-Pół-Niemce bardzo spodobał się pewien chłopak na Krupówkach, który akurat tą piosenkę grał.
Dałabym Scar Tissue, bo to oficjalna piosenka kolonii 2008, ale już pewnie kiedyś go dałam, a po co się powtarzać?

Today is gonna be the day
That they're gonna throw it back to you
By now you should've somehow
Realized what you gotta do
I don't believe that anybody
Feels the way I do about you now

Backbeat the word was on the street
That the fire in your heart is out
I'm sure you've heard it all before
But you never really had a doubt
I don't believe that anybody feels
The way I do about you now

And all the roads we have to walk along are winding
And all the lights that lead us there are blinding A H
There are many things that I would
Like to say to you
But I don't know how

Because maybe
You're gonna be the one who saves me ?
And after all
You're my wonderwall

Today was gonna be the day?
But they'll never throw it back to you
By now you should've somehow
Realized what you're not to do
I don't believe that anybody
Feels the way I do
About you now

And all the roads that lead to you were winding
And all the lights that light the way are blinding
There are many things that I would like to say to you
But I don't know how

I said maybe
You're gonna be the one who saves me ?
And after all
You're my wonderwall

I said maybe
You're gonna be the one who saves me ?
And after an
You're my wonderwall

Said maybe
You're gonna be the one that saves me
You're gonna be the one that saves me
You're gonna be the one that saves me


Gollumek
Wakacji ciąg dalszy.
czwartek, 10 lipica 2008, godzina 16:22:45
komentarze [1]

Bloga - szczerze mówiąc - zaniedbałam. Już nie mam takiego zapału jak rok czy dwa lata temu, gdy pisałam notki prawie codziennie. Niewiele mi pozostanie wspomnień z tego okresu; notki które piszę zazwyczaj nie mają sensu i nie wnoszą nic interesującego.

Oskar przestał zajmować moje myśli, już nie martwię się (tak jak kiedyś), że mnie nie kocha i szczerze mówiąc - wisi mi to. Mam go gdzieś.
Trzeba iść do przodu i nie oglądać się za siebie. Facet jest jak autobus - zawsze będzie następny. Zawsze pojawi się ktoś nowy, kto zupełnie zawładnie moimi myślami i całym umysłem. Chociaż, z drugiej strony, stara miłość nie rdzewieje i zapewne Oskar zawsze będzie budził we mnie inne emocje niż inni chłopacy. Może będę sobie mówiła za parę lat 'Oskar, o Boże, co ja w nim widziałam?' co w moim przypadku jest cholernie możliwe.
Ale kto zna przyszłość?


Gollumek
Stara kurwa jestem.
wtorek, 17 czerwca 2008, godzina 14:53:11
komentarze [0]

14 lat.
Ale ze mnie starucha.


A mój blog kończy już dwa lata.
Długo wytrzymałam na Mylogu, o tak.

Gollumek
I po.
niedziela, 8 czerwca 2008, godzina 13:18:24
komentarze [3]

Było świetnie.
Bynajmniej mnie się podobało.
Chociaż i tak było pełno konfliktów, ktoś się z kimś pożarł (Np. Maja i Sonia - o to, że Maja to nie jest dziewczyna dla Grzeli i ma mu powiedzieć, żeby spadał), ktoś komuś zrobił coś chamskiego, ale i tak było sympatycznie.

Oski-Boski robi na dwa fronty - Magda i Karolina, ale co tam, Jędruś jest ładniejszy.
Z resztą zmuszona byłam siedzieć w pobliżu obu całą drogę.
Ale przeżyłam.

Gollumek
Łi, łi, łi!
czwartek, 29 maja 2008, godzina 15:19:22
komentarze [1]

Ech.
W poniedziałek wycieczka.
Szkoda, że z 2g, co za szczyle.
Ale przecierpimy to jakoś.

W czym śpi Agata?
Ile będzie mieć lat Kuba gdy rozpocznie inicjację seksualną (a może już rozpoczął? Chociaż nie. On będzie wiecznym prawiczkiem.)?
Ile razy dziennie Gabrysia myje włosy i ile opakowań odżywki na nie odkłada?
Po ilu metrach Śliwka stwierdzi, że jest zmęczona i chce do domu/Gdańska/Gucia?
Ilu osobom wmówię, że nie ma przyjaźni między kobietą a mężczyzną?
Ile razy dziennie będą dzwoniły do nas nasze roztrzęsione matki, po tym, jak zobaczą w Wiadomościach migawki z wypadku autokaru z 14-letnimi dziećmi pod Krakowem?
Co tam Śliwka znowu wyherezjuje?
Kto nie lubi zupy pomidorowej?
Ile osób na serio słucha Feel?
Ile zdjęć zrobi Ola i po ilu latach je od niej wyciągnę?
Kto lunatykuje?
Kto w kim się zakocha?

O tym wszystkim już po wycieczce, 6 czerwca!

Gollumek
Ech.
środa, 14 maja 2008, godzina 13:10:51
komentarze [3]

Nie mam już na nic siły.
Notki nie pisałam już od dwóch tygodni.
Nie chce mi się już ich pisać.
Nie mam siły na opowiadanie o sobie.
Wchodzę tu codziennie, sprawdzam, patrzę, czasem czytam stare norki.

Ale bloga przecież nie usunę.
Dwa lata życia nie można tak po prostu zniszczyć.
Będę tu pisać może co tydzień, co dwa.
Ale na pewno nie zniknę.

Gollumek
Przyjemność czytania słowników.
czwartek, 1 maja 2008, godzina 11:27:38
komentarze [4]

Zaczął się maj, piękny, długi łikend majowy, który dla mnie potrwa do 6 maja, bo 5 -6 są matury ustne.
Dlaczego ja usiłuję napisać ustne przez ó?

Czytałam sobie właśnie Słownik Wyrazów Obcych Kopalińskiego.
Ten to musiał mieć łeb.

Jest wpół do 12 a ja jeszcze nie jadłam śniadania.
Rodziny nie ma, pojechali to Wawy, więc nikt się mną nie zajmuje.
Mogę nawet z głodu umrzeć, haha.
I nikt się mną nie zainteresuje.

Gollumek
Ech.
wtorek, 29 kwietnia 2008, godzina 16:26:29
komentarze [0]

Konkurs tańca wygraliśmy.
Egzekfo z 2G i IC.
Mój Oski tańczył z tą Magdą, podobno to jego dziewczyna.
Wisi mi to.
Tym bardziej się odkocham.

Nie chce mi się nic.
Jeszcze jutro i mam pięć dni wolnego.
Aaaach, jaka radość.

Gollumek
Focus Paaark.
sobota, 19 kwietnia 2008, godzina 13:43:41
komentarze [1]

W mojej kochanej wiosce otwierają nowe centrum handlowe.
Focus Park.

Na otwarciu same gwiazdy! Doda, Kaśka Cerekwicka, StachurskY, brakuje mi tylko Feela.
Wtedy to już w ogóle było by tam Pi do entej potęgi ludzi.
Ale no cóż, nie zawsze można zobaczyć swoje UKOCHANE GWIAZDKI.

Sto ileś sklepów, kino, kawiarnie, restauracje, Makdonald, Kejefsi.
Żyć nie umierać!!!

Moja siostra twierdzi, że widziała Oskiego - Boskiego na przystanku na Bielickiej.
To 200 metrów od mojego domu!

Gollumek 13:31:33
moja siostra widziała
Gollumek 13:31:35
oskiego
Gollumek 13:31:36
na
Gollumek 13:31:45
przystanku n bielickiej
Oleńka moja ukoffana 13:32:03
ooo jakie to podejrzane!


Nic nie powiem, niczego nie skomentuję.

Te kilka słów o muzyce, rymów tworzenia diagnostyce
Kilka zdań o tematyce prostej, nie logice nad tym
Dlaczego dzieje się tak a nie inaczej, jeden uśmiech na mordzie
Drugi nad swym losem płacze
Czemu trudno śmierdząco obłudno i brudno
Wokół ciągle pieniądze wszystkie pierdolone rządzę
Tylko jedno hej masz się z czego śmiać to śmiej
Jak nie to wiej bo nie mam czasu już ojej
Kontakty konszachty z diabłem podpisane pakty
W sumie bym ci pomógł ale pozostają fakty
Nie znasz nikogo jesteś w grobie jedną nogą
I chuj że coś wiesz potrafisz bardzo chcesz
Dzień dobry panu chciałbym znaleźć jakąś pracę
No coś tam mam ale nie za dużo płacę
Tyle baranie to się daje na tacę
Następny poniedziałek ja znów nadziei nie tracę
Odpłacę się słowem wszystkim pięknym za nadobne
Pamiętam sytuacje takie i podobne
Nie będę jednak jak wy czynem słowu przeczył
Na pokaz egzystencja czemu los was tak skaleczył

Jak dym z papierosa oddalam się odpływam
Nadużyć chcę chwili, w której rozkoszy zażywam
Obrywam w momencie kiedy dotykam ziemi
Spisuję to co widzę i nic tego nie zmieni
Magistry studenci absolwenci
Most important jest tytuł a mnie jakoś to nie kręci
Chęci wolę cały schemat pierdolę
Szczerość wolę czy nauczą tego w szkole
Wszakże no jakże pięknie brzmiące słowa
Bodajże zmienia ciebie czysta polska mowa
Bez H K P S J to tylko w wojsku albo na ulicy lot
Wyłapałeś znów tysiące słów
Głów od myślenia z których żadna nic nie zmienia
Papier w kieszeniach faktur plik za przemyślenia
Czyste sumienia wymagania stan ekstrema
Nie do zapomnienia obraz więc powtarzam
Odpłacę się kiedyś a na razie się obrażam
Zrażam słowem z całą swoją niechęcią
Stawiam czoła wszystkim waszym podpięciom.

Znowu wkręcam się w to otoczenie
musze wtopić się w tło
wszystko podejściem swoim zmienię
dotlenię umysł, by rozróżnić to co ważne
od rzeczy mniej istotnych, choć traktuję je poważnie
rozważnie jest widzieć, co przynosi życie
pełna piersią chwytać chwile, popatrzcie - zobaczycie
jak wszystko szybko traci na znaczeniu.


Gollumek
Turniej, turniej.
czwartek, 10 kwietnia 2008, godzina 18:06:38
komentarze [1]

Tak, odbył się wczoraj.
Oczywiście wygraliśmy wszystkie sześć meczy.
Jak to powiedział Łysiak: Gospodarze byli niegościnni i wygrali wszystkie mecze...
Życie, panie profesorze.

Liczyłam punkty przez te trzy mecze, które się odbyły.

Pierwszy mecz był nasi kontra szóstka, potem było szóstka kontra piątka (ci drudzy wygrali) i ostatni: my kontra trójka.

Z szóstką wygraliśmy gładko, takie paszczury, grać nie umieli.
Z trójką było sto razy łatwiej, bo dostałam głupawki i zaczęłam tych frajerów tyrać.
Grał tam taki jeden, Bartas się nazywa i to eks Robala jest.
Zaczęłam go z Emilą jechać, w ogóle ich wszystkich, rozpraszałyśmy ich, krzyczałyśmy, że są śliczni, ale nie podobało im się to.
Jeden, taki gruby, CZESŁAW bodajrze, powiedział zamknijcie ryje, kurwy.
No cóż. Nie każdemu da się dogodzić.

Na mec oczywiście przylazły te dwa straszydła z 2g - Ańdzia L. i jej jakaś koleżanka, nie wiem, nie znam jej.
One uważają, że są najlepszymi przyjaciółkami Oskara.
Ech.

Po meczach była dekoracja zwycięzców.
Latałam z aparatem Binka i strzelałam fotki.
Jak Łysiak skończył swój wywód, że tak naprawdę to wszyscy są zwycięzcami, to kazał mi zrobić "pamiątkowe zdjęcie".
Przykre to jest.
Tyle ludzi, a ja mam to w kadrze zmieścić!
To się cofam z tym aparatem.
A razem ze mną wierne fanki z piątki, które stały za mną.
To Gązo do mnie: Aga, tylko żebyś w ścianę nie weszła!

I Oskar się wtedy tak ładnie do mnie uśmiechnął!

Jak tak dalej pójdzie to o odkochaniu nawet nie ma mowy.
Po prostu nie ma.


This town is colder now, I think it's sick of us
It's time to make our move, I'm shakin off the rust
I've got my heart set on anywhere but here
I'm staring down myself, counting up the years
Steady hands, just take the wheel...
And every glance is killing me
Time to make one last appeal... for the life I lead

Stop and stare
I think I'm moving but I go nowhere
Yeah I know that everyone gets scared
But I've become what I can't be, oh
Stop and stare
You start to wonder why you're 'here' not there
And you'd give anything to get what's fair
But fair ain't what you really need
Oh, can u see what I see

They're tryin to come back, all my senses push
Un-tie the weight bags, I never thought I could...
Steady feet, don't fail me now
Gonna run till you can't walk
But something pulls my focus out
And I'm standing down...

Stop and stare
I think I'm moving but I go nowhere
Yeah I know that everyone gets scared
But I've become what I can't be, oh
Stop and stare
You start to wonder why you're here not there
And you'd give anything to get what's fair
But fair ain't what you really need
Oh, you don't need

What u need, what u need...

Stop and stare
I think I'm moving but I go nowhere
Yeah I know that everyone gets scared
But I've become what I can't be
Oh, do u see what I see...




Gollumek
Lans.
poniedziałek, 7 kwietnia 2008, godzina 17:46:20
komentarze [2]

Wiem, że to straszne, ale straciłam zapał do opisywania meczy.
A powinnam, bo przecież to był turniej.
I na dodatek Oskar siedział metr ode mnie (powtórka z rozrywki???).
Ale zrobiłam się leniwa, hahaha.

Jednak to nie koniec wywodów o Oskim - Boskim, nie, nie...

Ostatnio ta bestia (czyt. mężczyzna) zaczął zbyt często pojawiać w pobliżu sali numer 21, w kórej zazwyczaj mam lekcje.
Przy czym zazwyczaj widywałam go na drugim końcu holu, w pobliżu sali numer 27.
Widocznie zmienił upodobania i nagle zaczął mu się podobać jaśniejszy fragment holu, gdzie nawet są okna.

Gdyby nie to, że wiem, że przeznaczenie nie istnieje i jest coś takiego jak czysty przypadek to umierałabym teraz z miłości.
Ale nie, nie ma tak dobrze.

Cholera, Emul mi się ociąga ze ściąganiem.
Nienawidzę tego gada.

9 kwietnia jest następny mecz.
Gdyby nie urodziny Dominiki, to bym nie poszła.
Ale nie będę taka, no wiecie, chamska.


There was a time
When I was so broken hearted
Love wasn't much of a friend of mine
The tables have turned, yeah
'Cause me and them ways have parted
That kind of love was the killin' kind
Now listen
All I want is someone I can't resist
I know all I need to know by the way that I got kissed

I was cryin' when I met you
Now I'm tryin' to forget you
Love is sweet misery
I was cryin' just to get you
Now I'm dyin' cause I let you
Do what you do - down on me

Now there's not even breathin' room
Between pleasure and pain
Yeah you cry when we're makin' love
Must be one and the same

It's down on me
Yeah I got to tell you one thing
It's been on my mind
Girl I gotta say
We're partners in crime
You got that certain something
What you give to me
Takes my breath away
Now the word out on the street
Is the devil's in your kiss
If our love goes up in flames
It's a fire I can't resist

I was cryin' when I met you
Now I'm tryin' to forget you
Your love is sweet misery
I was cryin' just to get you
Now I'm dyin' cause I let you
Do what you do to me

'Cause what you got inside
Ain't where your love should stay
Yeah, our love, sweet love, ain't love
If you give your heart away

I was cryin' when I met you
Now I'm tryin' to forget you
Your love is sweet misery
I was cryin' just to get you
Now I'm dyin' just to let you
Do what you do what you do down to me,
baby, baby, baby

I was cryin' when I met you
Now I'm tryin' to forget you
Your love is sweet misery
I was cryin' when I met you
Now I'm dyin' cause I let you
Do what you do down to , down to, down to, down to
I was cryin' when I met you
Now I'm dyin' to forget you
Your love is sweet
I was cryin' when I met you


Gollumek
Tak, tak.
wtorek, 1 kwietnia 2008, godzina 18:28:10
komentarze [0]

Jakiś rok temu przejmowałam się raczej tym, jak uświadomię swoje dziecko seksualnie.

Tym razem znowu spędzę pierwsze dni kwietnia na użalaniu się, jak zwykle.

Na pierwszy ogień oczywiście Pinokio, bo to sprawa jakże istotna.

Mój (a może NASZ? A może niczyj?) biedny Oskar niestety, wraz z Jahem i Gązem, nie zagra w jutrzejszym meczu.
I tak miałam nie pójść (kolejny etap odkochiwania, rozumiecie).
Ale skoro go nie ma, no to idę.

Poszło generalnie o piłkę nożną.
Zdecydowana większość chłopaków chciała grać na wuefie w siatkówkę, jednak trzech wyżej wymienionych odmieńców zapragnęło nogi.
Binek i Skrzypek powiedzieli, że są głupi.
I zaczęła się zwykła w takich sytuacjach pyskówka.
Łysiak się nie pierdolił, powiedział, że on nie ma zamiaru ich rozdzielać, że on sobie poradzi inaczej i zakazał im gry na jutrzejszym meczu.
Biedactwa, szkoda, że to turniej.
Jak przegrają to mogą się pożegnać z tytułem.
To ich ostatnia szansa.

Drugim moim powodem użalania jest Śliwka.
Nawet nie macie pojęcia jakie uciążliwe mogą być wyrzuty sumienia.
Czasem budzi się człowiek w nocy i dostaje olśnienia, by przeprosić za coś tam Śliwkę.
Ale jest pierwsza w nocy, przecież nie zadzwonię i nie powiem: 'ej, sorry Śliwa, że powiedziałam ci dzisiaj, że jesteś stuknięta"...
Bądźmy normalnie.

Tak więc (wiem, od 'więc' nie zaczyna się zdania, ale żaden zamiennik mi do głowy nie przychodzi) Martyno Ewo Heretyczko Mam-Nierówno-Pod Sufitem-I-Jest-Mi-Z-Tym-Dobrze-Nie-Zamierzam-Tego-Zmieniać Patologio Śliwińska - przepraszam.
Za wszystko.

Ufff, jakoś mi tak teraz lżej na duszy.


Gollumek



Szablon Szablon zrobiłam sama, przy użyciu własnego zdjęcia, patterna swojej roboty oraz fragmentu piosenki Shape of my heart Stinga.
Najlepiej oglądać w Mozzili Firefox, w rozdzielczości 1024x768.